Nie jestem głupcem, ale wciąż łudziłem się myśląc, że moja sympatia też mnie lubi

Nie jestem frajerem, ale wciąż pozwalam sobie wierzyć, że moja sympatia też mnie lubi. Byłam tak zaślepiona moimi uczuciami do niego, że nie widziałam oznak, że tylko mnie ciągnie. Dopiero gdy było za późno, zdałam sobie sprawę, że wykorzystuje mnie tylko dla własnej rozrywki. Gdybym tylko słuchała moich przyjaciół, kiedy ostrzegali mnie przed nim, oszczędziłabym sobie wielu zmartwień.

Zakochać się w kimś jest jak bycie pod urokiem. Po prostu przejmuje całkowicie twój umysł i prawie wymazuje twój zdrowy rozsądek. Dokładnie to mi się przytrafiło, kiedy zakochałam się w chłopaku TWARDO i stopniowo zrywałam więzi z rzeczywistością, dając się oszukać na te 10 sposobów:

Wierzyłem, że coś tak intensywnego nigdy nie może być jednostronne.

Najtrudniejszą częścią było uświadomienie sobie, że silne uczucia do kogoś niekoniecznie oznaczają, że te uczucia są wzajemne. W pewnym sensie przekonałam się, że nie mogłam być jedyną osobą z tak silnymi uczuciami — na pewno musiał się odwzajemnić. Wiele lat później w końcu zdałem sobie sprawę, że być może z jego strony dochodziły pewne „wibracje”, ale zdecydowanie nie były one romantyczne. Były to wibracje od faceta, który czuł się znudzony, ale także pochlebiał mu, że ma młodszą kobietę u swoich stóp.

Wszędzie widziałem ukryte znaki.

Życie stało się dla mnie wielką miłosną konspiracją i wszędzie widziałam ukryte wiadomości, które nalegały, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Myślałam tylko o nim i przez to zaniedbywałam siebie, swoją pracę i bliskich mi ludzi. Wszystko było związane z moją sympatią lub miało z nim jakiś sekretny związek.

Źle zinterpretowałem jego gesty i intencje.

Wszystko, co robił lub mówił, musiało być celowo romantyczne, nawet jeśli było to tak subtelne, że wydawało się, że prawie nie istnieje. Ciągle odtwarzałem w głowie nasze spotkania, analizując je aż do najdrobniejszych szczegółów i próbując znaleźć ukryte znaczenie we wszystkim. Byłam zbyt naiwna, by zrozumieć, że nawet jeśli zachowywał się flirtująco, nic by to nie znaczyło, gdyby się nie poruszył.

Pewność, że tak miało być, powstrzymywała mnie przed pójściem dalej.

Desperacko pragnął tego beznadziejny romantyk we mnie znajdź tę jedyną . Nie chciałem dłużej czekać i nie chciałem dalej szukać, więc to musiał być on. Miałem już mentalny obraz, że będziemy razem na zawsze i nie chciałem się go pozbyć.



Kiedy się odsuwał, ciągle go usprawiedliwiałem.

Kiedy dał mi jasno do zrozumienia, że ​​nie jest zainteresowany, ciągle go usprawiedliwiałem. Co więcej, obwiniałem siebie za brak postępów między nami, podczas gdy najwyraźniej to on miał wykonać ruch. To było jeszcze gorsze przez jego postawę i sposób, w jaki cofał mnie w chwili, gdy zacząłem się oddalać.